środa, 18 czerwca 2008
Mamy
Dostaliśmy kredyt. Jeszcze trochę formalności nas czeka ale możemy się już czuć szczęliwymi posiadaczami 13,5 ara działki z widokiem na las:))) O jejku teraz dopiero się zaczną jaja z budową ale damy radę!
18:58, hathora
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 czerwca 2008
Truskawki

Byliśmy dzisiaj na prawie naszej działce. W tym tygodniu chyba wreszczie sprawa się rozstrzygnie. Pozytywnie oczywiście, bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Ta działka MUSI być nasza. Naszym sąsiadem będzie chłopak Wioli, więc może kiedyś i ona. On ma już w połowie wylane fundamenty, bardzo jest podekscytowany, mnie się też udzieliło, najchętniej już bym też brała łopatę i kopała. Plan jest jednak taki, że do października czekamy na mojego szwagra i brata, którzy dorabiają się we Włoszech i oni z kolegą będą nam kłaść te fundamenty. zaznaczam, że nie są fachowcami i nie wiem, jakie są szanse, że szczęśliwie dożyjemy w naszym domku do późnej starości. Może się zdażyć, że się zawali, ale za to -tanio:) .

Na działce chłopaka Wioli rosną truskawki, więc przy okazji oglądania sąsiedzkich fundamentów było truskawkobranie. Mały M był wniebowzięty. Umorusał się jak nieboskie stworzenie. Jejku jak tam jest ładnie, widok na las, skowronki śpiewają, spokój. Ech... Dadzą nam ten kredyt, no nie???

17:43, hathora
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 maja 2008
Ślamazarnie

Idzie nam z tym kredytem jak po grudzie. Już miesiąc minął a my dopiero wnioski poskładaliśmy. Nie wiem kiedy będzie decyzja ale mam nadzieję, że dostaniemy ten kredyt, bo teraz już mi się mi się wydaje że to właśnie jest nasze miejsce na ziemi. Działka jest na uboczu wsi z widokiem na las. Jak się pójdzie kawałek polem to jest widok na Kraków. Skowronki śpiewają a poza tym cisza jak makiem zasiał. Pewnie niedługo będzie tam trochę gwarniej bo wszędzie budują się nowe domy ale i tak będzie spokój przez ładnych kilka lat.

Byliśmy przez sobotnie popołudnie i niedzielę za miastem na urodzinach u Wioli. Pierwszy raz Mały M spędził całą noc z dziadkami. Był bardzo dzielny. Duży i samodzielny jest ten nasz synek. Wczoraj w nocy przeżyłam chwile grozy, bo myślałam, że zgubiłam obrączkę. Obudziłam DM i razem szukaliśmy. Musiałam przenieść się do spania do Małego M bo mnie nawoływał i już do rana nie mogłam spać bo analizowałam kiedy mogłam ją zgubić. Przerażenie mnie ogarniało na myśl, że spadła mi na tym pikniku.  DM podobno obmyślał już plan kiedy pojedziemy jej szukać w trawie. Na szczęście się znalazła, leżała sobie grzecznie w łóżku. Nie wiem jak to możliwe, że w nocy jej  ie widzieliśmy. W każdym razie bardzo się ucieszyłam jak i ją rano z wielkim uśmiechem wręczył mój mąż.

czwartek, 24 kwietnia 2008
Zmiany

Zaliczka z działkę zapłacona. Jesteśmy w trakcie oczekiwania na wizytę u notariusza w celu spisania umowy przedwstępnej. Latam za kredytem. DM umył ręce od spraw finansowych, mam się tym zajmować, bo skończyłam bankowość, tak jakby cokolwiek z tego wynikało;) Potem mi mówi, że moje inwestycje są średnio trafione. Drań. Najlepiej to się wycofać i mieć potem winnego.

Od opcji i możliwości pęka mi mózg. Na jaki okres, jaka walta??? Dzisiaj byłam na spotkaniu z bardzo kompetentynym panem doradcą finansowym. Przedstawił mi całkiem fajną opcję kredytu a jednocześnie będziemy mogli inwestować wolne środki, dzięki temu zamiast po 30 latach możemy pozbyć się zadłużenia po 13. Nie ukrywam, że miska mi się ucieszyła na taką ewentualność. Tylko, że z tym inwestowaniem to takie nie do końca bezpieczne a mój DM to ma myślenie chłopa sanacjnego i boi się, że wpłacimy sto tysięcy a wypłacą na 5. Cóż kto nie ryzykuje ten nie jedzie. 

Na razie bierzemy kredyt na działkę, bo w tym roku już i tak nie zaczniemy budowy. W przyszłym roku dobierzemy na budowę. We czwartek już bym tam chciała jechać sadzić tuje albo truskawki. Chcę też brzozę wierzbę, lipę nisko pienną, sosnę, świerka no i kilka owocowych oczywiście. Boję się, że jak się rozpędzę ze swoją wiejską weną to moim chłopakom faktycznie do grania w piłkę mało placu zostanie:)

 

20:56, hathora
Link Komentarze (2) »
środa, 16 kwietnia 2008
Trudna decyzja
Wiosna zawsze sprzyjała zmnianom w mim życiu. W maju miałam za mąż wychodzić, ale potem przesuneliśmy termin na lipiec. W kwietniu urodził się Mały M. Teraz postanowiliśmy kupić działkę i budować dom. Jak to piszę, to aż mi mrówki chodzą po plecach. Czy my dobrze robimy, czy nie porywamy się z motyką na słońce? Zaczęło się od tego, że chcieliśmy kupić małą działeczkę rekreacyjną z domkiem, żeby tam spędzać wolne chwile. W miarę oglądania różnych działek plany ewaluowały i teraz kupujemy działkę budowlaną 13,5 ara i będziemy budować dom. Kredyt chyba jeszcze Mały M będzie spłacał. Wieczory spędzamy na poszukiwaniu projektów małych domków jednorodzinnych z poddaszem. Kończę bo jak to piszę to jeszcze większe przerażenie mnie ogarnia i jeszcze się rozmyślę...
wtorek, 25 marca 2008
Zatoczone koło
Już wkrótce rok minie rok mojego blogowania. Myślałam, że jak zacznę pisać to będzie mi łatwiej się kontrolować i utrzymywać ład żywieniowy. Niestety jestem w punkcie wyjścia. Znowu jest po świętach a ja znowu ważę 64 kg. Moja opona zwisa mi smętnie nad spodniami i przeszkadza. Zastanawiam się w którym momencie się pogubiłam, przecież miałam w sobie tyle siły. Myślałam, że jestem już taka mądra, że stan wkładania do paszczy byle czego, byle jak i byle kiedy mam już za sobą. Niestety to jest tak jak z pierwszym papierosem jak się już raz zaciągniesz to nałóg wróci. He, he dobrze, że przynajmiej palić nie zaczęłam z powrotem. Jestem chyba bardzo słaba psychicznie, bo palenie udało mi się rzucić dopiero w ciąży, chociaż nie raz próbowałam. Z jedzeniem jest tak samo. Zaczęłam się już zastanawiać nad zażywaniem Meridii ale myślę, że takie pójście na łatwiznę do niczego dobrego nie prowadzi. Muszę zebrać się w sobie i zacząć jeść jak na superlaskę przystało czyli pięć dietetycznych posiłków o mniej więcej stałych porach. Chudnięcie jest takie fajne:)
niedziela, 03 lutego 2008
Witam

Zacznę od przeprosin. Jeżeli  ktokolwiek zaglądał i był choć trochę rozczarowany, że się ie odzywam to bardzo przepraszam.

Nowy rok zaczął nam się od zbiorowej rodzinnej niedyspozycji, szybko jednak przegnaliśmy bakcyla. teraz w zdrowiu prowadzimy zapracowne życie. czasem się zastanawiam, czy to była dobra decyzja z tym powrotem do pracy. Miał być normalny etat ale "awaryjne" sytuacje, kiedy trzeba zostać dłużej albo przyjść wcześniej zdażają się coraz częściej. Jestem między młotem a kowadłem, ciągle ktoś jest niezadowolony. Albo teściowa, która bardzo odradzała mi powrót do pracy, albo moja zwierzchniczka, która de facto jest jedną z moich najbliższych przyjaciółek.

Wczoraj zaplanowaliśmy w domu ostatki. Nic wielkiego, tylko domownicy i babcia Małgosia z domu. W pracy na popołudnie miały być trzy osoby wiec zapewniałam DM, że wrócę na 19. Okazało się, że jedna z dziewczyn ma grypę żołądkową i musiałam ją zwolnić do domu, chociaż twierdziła, że da radę. Zaczęłam gorączkowo szukać awaryjnego wyjścia, bo już czułam, że z ostatkowej kolacji nici i będę musiała kiblować w robocie. Zadzwoniłam do dziewczyny, która miała wolne z nadzieją, że może nie ma planów na wieczór i mnie wyratuje. Nie była zachwycona, przenąknęła coś o gościach ale, że jak jest musn to przyjdzie, oczywiście powiedziałam jej, że nie ma sprawy i że damy sobie radę. Już widziałam zawiedziane miny mojej rodziny, zwłaszcza, że ostatni wolny dzień miałam dwa tygodnie temu, bo po drodze musiałam przyjść awaryjnie do pracy bo ktoś miał wesele a inny znów egazmin. Oj ciężko to wszystko pogodzić... Jedyne co mi pozostaje to nabrać dystansu i nie przejmować się. Jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził, O.

 

sobota, 01 grudnia 2007
Jest dobrze

No, chalić Boga choroba tylko tak postraszyła, tfu, żeby nie zapeszyć. Malutek radosny jak skowronek i nawet lepiej już śpi ostatnio. Kiedys to do piatej dospał jednym cięgiem. Jeszcze niedawno jak gdzieś wyszliśmy po położeniu go spać, to ok. 23.30 na sygnale wracaliśmy bo było pierwsze budzenie a czasem i tak nie zdążyliśmy i babcia go na rękach targała. Nie dziwię jej się że się trichę wnerwiała, bo malec waży ponad 16 kg, to jest co dźwigać. Na szczęście jest już coraz mniej dokuczjący nocnie, no i fantastyczny w ogóle. Teraz jeszcze bardziej to widzę jak wróciłam do pracy, i mam ciągły niedosyt przebywania z nim.

W pracy huk roboty, koniec miesiąca trza robić i grudzień się zaczął, a wiadomo, że lud małpiego rozumu dostaje i kupowania żądny. Ale to dobrze, bo plany sprzedażowe coraz ambitniejsze nam nakładają.

Ciągle łamię swoje plany żywieniowe, przegapiam godziny posiłków a potem wiadomo, zmasowany atak na żarcie. Dobrze że ciągle jest te 62 z mniejszym bądź większym okładem a nie 68 np, brrrr. Ciągle mówię, że od jutra już koniec z podjadaniem i przejadaniem i ciągle do 15 jest ok a potem już leci lawinowo. Wytrwałości mi brak niestety.

środa, 28 listopada 2007
Cholerny katar

Mały M znowu ma katar. Niby nic tylko,że już dwa razy katar po 2 tygodniach nieustępowania antybiotykiem się kończył. Normalnie nie widać po Małym choroby rześki jak skowronek humor fantastyczny, energia go rozpiera ale jak uśnie to po 20 minutach gile zaczynają go dławić, zaczyna kaszleć i ciągnie go na wymioty a w związku z tym, że odbywa się to podczas snu to strasznie go wystrasza to żyganie. Moja bidulka maleńka..

Jutro idziemy do lekarza, bo łikend się zbliża. Ech... 

piątek, 23 listopada 2007
Mam wolne

.... od pracy na etacie oczywiście. Teściowa dziś ma służbę u wnuczki. W domu huk roboty. W szafach mam porządki porobić, letnie ciuchy co ni razu na grzbietach właścicieli nie gościły - won. MM z kolejnej partii ubranek już wyrósł, trzeba dać małej Małgosi. Farsz na pierogi gotowy, trza się za produkcję brać. Prześcieradła i ścierki zostały przez teściową pokrochmalone wczoraj i na prasowanie czekają. Paczkę z robotem co mu pilot nie działa do reklamacji wysłać.

Zamiast tego wszystkiego pragnę donieść koleżankom, że zapracowana silnie jestem i o wyrozumiałość proszę. Niech mi się nikt obrażać nie waży. Zaglądam do Was kiedy tylko mogę. Słowo.

Waga jak zaklęta - 62,6, to przez to że ciągle przegapiam godziny posiłków i podjadam wieczorem, np. jem grzecznie surówkę w pracy o 21 a po powrocie do domu, kawał kiełbasy z musztardą a na deser lody. Słabo???

Kończę bo wyrzuty sumienia zaczynają mnie nachodzić

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7